Chyba tylko pracownik sektora publicznego potrafi zaaprobować strajk jako formę sprzeciwienia się pracodawcy i walki o swoje. Dlaczego? Piszemy na przykładzie zapowiadanego strajku celników.
Kupiliście tanie bilety lotnicze na 10 stycznia? Czekacie z niecierpliwością na swoją podróż? No cóż – niecierpliwość, czy ogólnie podenerwowanie, są jak najbardziej na miejscu. Wszak służba celna zapowiedziała… protesty. Mówiąc dosadniej – strajk. Przeciw czemu? Przeciw temu, że policjanci dostają podwyżki, a celnicy nie. Przeciwko… niesprawiedliwości społecznej.
Problem z niesprawiedliwością społeczną jest taki, że próby walczenia z nią uderzają najczęściej w zwykłych ludzi. W tym przypadku – także w linie lotnicze działające na Okęciu, we władze portu – i tym podobnych, bezstronnych w tym przypadku, osobników. Pasażerowie są informowani, że powinni być przygotowani na ewentualne opóźnienia, które miałyby być wynikiem protestu – urzędnikom, na których akcja ma wpłynąć, nie grożą żadne utrudnienia.
Właśnie to mamy na myśli, mówiąc że tylko jeden pracownik sektora publicznego może zrozumieć drugiego pracownika, która wybiera strajk jako formę protestu. U „prywaciarzy” sytuacja jest prosta: nie podobają się warunki – możemy o tym podyskutować. Albo osiągniemy konsensus, albo niezadowolony pracownik poszuka innego pracodawcy. To nie tak, że pracodawca jest panem życia; pracownik oferuje swój czas i umiejętności w zamian za pieniądze. To uczciwa wymiana. Inaczej jest w przypadku urzędników, którzy często obsadzają zbyteczne stanowiska, nie ponoszą odpowiedzialności finansowej za swoje czyny, a do tego są przeświadczeni, że zwolnienie z pracy lub jej dobrowolna zmiana to jakiś koniec świata.
Nie lubimy strajków – nawet w tych rzadkich przypadkach, kiedy popieramy motywy strajkujących. Teraz jednak nie dość, że ich nie wspieramy, to jest szansa, że nasze drogie bilety lotnicze Lufthansa, zakupione miesiące temu, okażą się bezużyteczne. Życzymy wszystkim sfrustrowanym pracownikom, aby znaleźli sposób walki o swoje, którego podstawą nie byłoby szkodzenie zwykłym ludziom, którzy także mają mnóstwo spraw do załatwienia.
foto: Wikipedia